poniedziałek, 31 lipca 2017

STAROPOLSKIE TROPIKI - HOTEL ARBITER RADOM


Godzina 17:25. Stacja paliw na krajowej E-siódemce.
Wracam z rodzinką z Południa. Jesteśmy straszliwie głodni. Zmuszeni brakiem wyboru, dwie godziny temu w Krakowie zjedliśmy w Makdrajwie Burger Kinga. Brzuchy powoli dają się we znaki. Ja śpię, samochód nagle staje. Już nie śpię. Budzę się, mam zdrętwiałą rękę - spałem na niej. Mama mi mówi, że zaraz będziemy jeść w tej restauracji z oranżerią, którą mijaliśmy po drodze. "Najs - w takim razie wstaję i zakładam buty."

Godzina 17:30. Hotel Arbiter w Radomiu.
Wychodzimy z auta, widzę w całej okazałości ogród zimowy Arbitera. Kilkumetrowe fikusy naprawdę robią wrażenie. Cofam się do naszej fałki i biorę mojego Nikona. Jednak po chwili widzę, że coś mi tu nie gra. A no tak, zgubiłem osłonkę wizjera! Zapewne w PPN-ie ( Pienińskim Parku Narodowym dla niewtajemniczonych ).

Wychodzimy z samochodu, pytaniem narzucającym się na usta jest: "czy to nie jest zamknięte?!" Niestety, ale gdy weszliśmy, nie było nikogo ani w restauracji, ani w lobby (jedynie Pani z recepcji oraz Pan kelner, który się ukazał po 15 minutach). Strona hotelu mówi o "dźwiękach nastrojowej muzyki", ale jedyne co dało się usłyszeć to tupot naszych stóp. Poza tym, cisza jak makiem zasiał!


17:35
Weszliśmy do ogrodu zimowego. Uderzyła nas fala gorąca i pary. Siadamy do stołu, bardzo ładnego zresztą! Udekorowanego malowanymi kwiatkami. Ja byłem wręcz zauroczony wszechobecnymi roślinami! Zanim jeszcze wziąłem kartę dań do ręki, już robiłem zdjęcia wielkim, wyrośniętym kwiatom.



O roślinach później. Teraz czas na jedzonko. Po raz kolejny odnosząc się do strony hotelu powiem, że "restauracja Arbiter oferuje degustację wyśmienitych dań kuchni staropolskiej [...] z domieszką produktów kuchni europejskiej." No cóż, wystrój jest bardziej śródziemnomorski, niż staropolski...

Wybrałem sobie na przystawkę rosół, a na drugie danie placki ziemniaczane z gulaszem. Na pierwszej stronie karty jest napisane, że restauracja postara się podać dania w ciągu 20 minut, a zwykle nie przekracza 30 minut (co w tym stylu). Mi w tym wypadku się nie śpieszy, mam co robić :D A mianowicie oglądać wszystko co zielone na terenie obiektu!

17:37
Weszła para do restauracji. Usiedli niedaleko nas, ale wyszli po 3 minutach.

17:41
Przychodzi Pan kelner. Zbiera zamówienie i mówi, aby przekazywać wszystkie uwagi dotyczące kuchni, bo są nowi kucharze. Niezbyt zachęcające, ale co zrobić?


18:03
Przyszedł rosół. Zastanawiam się, dlaczego marchewka ma smak ogórka...?

18:15
Jem placki. Są strasznie tłuste, ale smaczne. Gulasz taki sobie. Bardzo jest słodki.

22:30
Mam straszny ból brzucha, muszę się napić emów. Jak zawsze, ratują mi noc... Co było przyczyną? Lecznicze wody ze Szczawnicy, ziemniaki z Burger Kinga, czy posiłek w Arbiterze? Nie jestem pewien, ale podsumowując, restauracja w hotelu Arbiter ładnie wygląda z zewnątrz, jednak kuchnia nie jest godna mojego polecenia. Niestety, bo miejsce jest naprawdę bardzo przyjemne! Obsługa mimo wszystko była w porządku!

Do mojego serca to miejsce nie trafiło przez  żołądek, ale dzięki okazom pięknych roślin (niektórych niestety nieodpowiednio zadbanych)... 




Na zdjęciach są wielki fikus, nolina oraz Areka (palma), ale tez niestety są niezadbane, umierajce bananowce...


Kolejne recenzje z restauracji niebawem!

Cyprian!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz